Szczęście - jak być szczęśliwym

Czy istnieje recepta na szczęście? Czy każdy może być szczęśliwy? Czy istnieje w ogóle szczęście?

Na takiego typu pytania odpowiem najprecyzyjniej i najbardziej naukowo jak się da. Otóż "nie wiem!". :)

Z racji tego, że nie wiem, nikt nie będzie mnie mógł posądzić o wróżenie z fusów i metody szarlatańskie.

Opiszę subiektywnie moje podejście do szczęścia. Będzie to mocno subiektywne, choć dla wielu może wydawać się będzie jako coś obiektywnego. Do zrozumienia wg. mnie szczęścia potrzeba wyjaśnić kilka pojęć pobocznych. Czym jest wolność? Czym jest cel? Czym jest chemia i fizyka? Czym jest ewolucja? A przede wszystkim czym jest po prostu potocznie rozumiane pojęcie szczęścia?

Otóż ja szczęście rozumiem jako ogólne dobre samopoczucie. Ja nie wiem jakie definicje subiektywne mają osobno ludzie. Dla mnie szczęście jest tym, że dobrze się czuje w świecie w którym jestem, w miejscu w którym jestem, robiąc to co robię, nie czując że przegrywam życie, czując, że spełniam swoją misję życia prawidłowo, czując się po prostu dobrze.

Nie oznacza to, że ja czuje się w 100% maksymalnie z każdych z tych pojęć. Oznacza jednak, że nie czuje się poniżej 50%. Jest tak po prostu średnio. Wg. mnie uznaje to jako szczęście, bo brak nieszczęścia jest wg. mnie bardziej szczęściem, ale to kwestia indywidualna jak to sobie wytłumaczymy.

Człowiek jest zwierzęciem stadnym. Jak zebry. Z ewolucji wynika, że pewne cechy muszą powstać, pewne nie, a pewne są ani potrzebne ani nie potrzebne. Gdy jakaś cecha przeszkadza w przedłużeniu gatunku to się nie pojawia. Gdy cecha nie przeszkadza, np. kolor oczu. to może się pojawić i rozwijać. Ale gdy ktoś rodzi się np. bez działającej prawidłowo wątroby ten umiera i nie przedłuża swojego genu, który tym razem był źle trafiony. Na tej zasadzie tłumaczymy, że człowiek ewoluował do roli dominacji poprzez duży mózg oraz życie stadne. Człowiek miał mniejszy mózg niż neandertalczyk. Lecz wygrał z nim bitwę w ewolucji, gdyż potrafił się lepiej zorganizować społecznie. Gdy tylko człowiek oddalał się od stada to statystycznie ( czyli nie w każdym przypadku ) przegrywał z naturą i ta cecha ciekawości nie rozwijała się ewolucyjnie tak silnie jak cecha obcowania ze stadem dającym mu bezpieczeństwo. Także człowiek jest ewolucyjnie motywowany do tego by być w społeczności. Jeżeli od tego odstępował to ginął. Być może istnieje korelacja lub uzasadnienie( której obecnie nie mogę potwierdzić ) że tak było, iż oddalanie się od stada powodowało czasem rewolucyjne rozwiązania, odnalezienia nowego lądu, ale też i zagrożenia płynącego z penetracji nowego obszaru oraz to, że ewolucja wywołała pewien rodzaj stresu przy odejściu od stada. W uproszczeniu mówiąc, ewolucja być może spowodowała konformizm. Gdy oddalamy się od stada lub robimy coś innego niż ono to po pierwsze istnieje większe prawdopodobieństwo, że coś sie nam złego stanie, ale też większe, że coś nowego odkryjemy, dlatego więc ewolucja mogła wywołać silny stres przy działaniach niekonformistycznych, a przyjemność i poczucie właśnie "przyjemności i szczęścia" przy działaniach konformistycznych. Nie mam na ten temat badań. Jeżeli ktoś by potrafił to potwierdzić, nich poda źródło, ale wydaje mi się, że takie założenie może wynikać z logicznego punktu widzenia. Także dążenie do wspólnoty może podnosić przyjemność i zachęcać do działań socjalnych, aniżeli ryzyko. Na pewno jest jakaś korelacja. Bo niektórzy lubią niebezpieczeństwa i adrenalinę, ale czy ich jest większość? Czy więcej jest tych, którzy wolą życie rodzinne?

Zahaczam tu o dodatkowy temat ewolucji,a mianowicie o pogląd strachu i przyjemności. Każde myślące stworzenie wywiodło się poprzez pierwotny instynkt strachu i przyjemności - niebezpieczeństwo i pokarm. Poniekąd uruchamia się tutaj pogląd, który chyba w każdym ewolucyjnym świecie musi się pojawić. Zdaje się, że wywodzi się z tego pogląd konserwatyzmu i liberalizmu.

Kolejnym motywem jest wolność. Człowiek potrzebuje pewnej swobody działania. Nie jest na tyle głupi, by powielać pewne rzeczy perfidnie. Jeżeli zaspokoi potrzebę bezpieczeństwa to w piramidzie potrzeb Masłowa będzie chciał spełniać potrzeby wyższego rzędu, a do tego potrzebuje wolności. Czyli z jednej strony zbiorowość i działania stadne dają bezpieczeństwo i poczucie szczęścia, ale nie permanentne. Człowiek potrzebuje również podejścia do realizowania wyższych celów, a w tym celu potrzebuje wolności. Więc motywuje go to do opuszczenia stada, co się kłóci poniekąd z pierwotnym instynktem szczęścia. Myślę, że jest to proces jakiś pośredni. Ludzie chyba chcą zachowywać pewne proporcje między wolnością, a byciem w stadzie.

Czy istnieje wolność taka obiektywna, dogłębna? Taka, że steruje w 100% swoimi decyzjami i nawet mój zły czy dobry humor nie zniekształci ani trochę tej decyzji? Jeżeli myślisz, że uczucia nie wpływają na nasze decyzje to błąd. Jeżeli myślisz, że 90% uczucia dominują nad racjonalnym swobodnym myśleniem to błąd. Jeżeli myślisz, że człowiek jest jak robot, wykonuje rozkazy, które ma zapisane w mózgu i polega w 100% na uczuciach - to prawda jest! To co napisałem o "uczuciu wolności" czyli subiektywnym poczuciu jej nie oznacza, iż ona istnieje. Nam się wydaje, że istnieje, że mamy jakąś jaźń, jakąś świadomość. Świnia i koliber oraz bocian i kura również ją ma tylko ich procesy myślowe są mniej zawiłe. To że mamy świadomość to zwykłe złudzenie. Podejmujemy decyzje i wydaje nam się, że to my przeanalizowaliśmy. Ale jacy my? Czy mamy inny narząd, który myśli niż mózg? Nie! Mamy tylko mózg. Zatem to co mamy w mózgu powkładane działa mechanicznie wręcz na nasze dokonywanie wyborów w taki sposób, że myślimy, że sami dokonaliśmy tych wyborów. Dokonaliśmy je niestety za pomocą substancji w mózgu. Po prostu gdyby te substancje w jakiś inny sposób się ułożyły, np. ktoś by uderzył nas w głowę lub bylibyśmy wygłodzeni, a przez to brakowałoby jakichś substancji chemicznych w mózgu wtedy nasze decyzje by były inne. Jaka wolność? Zwykła mechanika i złudzenie niezależności.

Ale skoro chemia i fizyka decyduje o naszym losie to czy o samopoczuciu też decyduje chemia i fizyka?

TAK! To jak się czujemy jest dokładnie tym co mamy w mózgu ułożone. Ja nie wiem jak powinno być ułożone. Badania mózgu nic nam nie powiedziały. Możemy jedynie uśredniać pewne prognozy. Dlatego domyślamy się, że gdy w mózgu istnieje dużo neuroprzekaźników osaczone dopaminą( mówiąc kolokwialnie ) to poczujemy szczęście i dobre samopoczucie. Oczywiście jest to tylko przybliżenie, bo nie znamy ideału. Potrafimy jedynie wywnioskować, że osoby z depresją posiadają takiej a takiej substancji mniej, a osoby szczęśliwe taką a taką. Nie jest to reguła, ale często można sugerować się przy tym. Ja sam kiedyś miałem poczucie nieszczęścia czyli mój organizm wywoływał chemicznie niski poziom hormonów. Po wzięciu sterydów poziom hormonów się podwoił. Moje poczucie przyjemności z życia skoczyło do normalności.

Czy przyjemność to szczęście? W pewnym sensie tak. Choć istnieją przypadki ludzi którzy mówią że są szczęśliwi mimo, że mają depresję. Nie wnikałbym w te przypadki i uznałbym raczej, że to wymówka. Być może w depresji są samorealizowani lub wmawiają sobie to. Wiele rzeczy można wmówić. Ciężko naprawdę wytłumaczyć czym jest to zjawisko, gdyż to zjawisko jest po prostu subiektywne. Ja poczułem się subiektywnie szczęśliwie, gdy poczułem się fizycznie poprawnie czyli nie miałem przygnębienia, nie miałem depresji, miałem motywację do pracy, często się śmiałem, czułem się przyjemnie na co dzień, a nie jako męczennik życia. Czyli ja u siebie nazwałbym to, że jeżeli czuje się dobrze w zdrowiu, samopoczuciu i samorealizacji to czuje się szczęśliwy. Ty możesz mieć inne zdanie. Nie zaprzeczam, gdyż jest to pojęcie nienaukowe i nie ma sensu się sprzeczać.

Czy jestem całkowicie szczęśliwy? Nie! Pewnie gdybym był wg. mojego chemicznego pojęcia to oznaczałoby, że mój poziom dopaminy, by był maksymalny. Jeżeli organizm dostarczałby tego narkotyku taką ilość to organizm przyzwyczaiłby się do tego i przestawił próg wejścia w samopoczucie szczęśliwe. W każdym człowieku jest taka samoregulacja hormonów. Więc niemożliwe jest uzyskanie permanentnie szczęścia na długa metę. Więc cieszmy się z średniości szczęścia. Czyli wzloty i upadki. Przynajmniej prawidłowo będziemy reagowali na negatywne i pozytywne aspekty, bez przesadnego bujania w obłokach bez względu na rzeczywistość.

Podsumowując: Wg. mnie do poczucia szczęścia potrzebujemy przede wszystkim zdrowia chemicznego. Sprawdzenia hormonów czy mamy w odpowiedniej ilości(ja nie miałem stąd wnioski). Do tego potrzebujemy samorealizacji(poczucie wolności) oraz działań społecznych jednocześnie. Być może są inne dodatkowe podtematy, które uzupełniłby tę moją definicję szczęścia, lecz na chwilę obecna nie domyślam się czy takowe są.

Kontakt ze mną

 

Jestem na Google+ G+ Facebook FB

 

Piotr Omelańczuk

Piotr Omelańczuk

Marketing Omel

Adres:ul. Dworska 6, woj. Lubelskie 21-530 Piszczac

Telefon:+48 503 546 025

e-mail:piotr.omelanczuk1986@gmail

Moja strona startowa: