Ekonomia sterowana komputerem

Ekonomia nie jest ekonomiczna. Taki paradoks. Ekonomia wolnego rynku powoduje pewną przypadkowość/losowość. Gdyby firmy powstawały 1:1 wg. jakiegoś ściśle inteligentnego algorytmu komputerowego to zabiłaby kreatywność. Nie powstawałyby różne dodatkowe , mało opłacalne pomysły. Ekonomia wolnego rynku powoduje losowość. Nie wiemy prawie nic co się stanie w przyszłości budując firmę. Szacujemy jakeiś estymacje i robimy sobie nadzieję, że to wypali. Przedsiębiorstwa nie są tworzone wg. sztywnych reguł logiki. Gdyby to komputer decydował jakie zakłądy mają być to prawdopodobnie każde miasto wyglądałoby tak samo, miało te same atrakcje. Nie byłoby zwiększenia danej dziedziny kosztem drugiej. Np. nie byłoby Janowa Podlaskiego ze stadniną konną, bo każde miasto miałoby małą statninkę po proporcjonalnej wielkości, nie byłoby np. Zamku w Malborku, bo każde miasto miałoby swoje minizamek, wszystkie usługi by były na miejscu obniżając koszty transportu, bo wszystko jest. Taki hipotetyczny świat miałby ekonomie ekonomiczną, wydajną jak najbardziej, a mimo to w takim świecie zanudzilibyśmy się. Dzięki losowości czy też czynnikowi ludzkiemu mamy zróżnicowanie na tyle, że w jednym mieście pojawia się dana działalność nadwyraz większa niż w pozostałych, a w pozostałych np. jej brak, z kolei inne miasta mają inne atrakcje, które te pierwsze miasto nie posiadało. Oczywiście warunki terenowe mają wpływ i ciężko by było cokolwiek tak ustalić jak na prawdę wydajnie by było. Czy np. dany rezerwat przyrody wyciąć i wybudować tam autostradę czy zostawić naturę. To już kwestia priorytetów. Ekonomia ekonomią, a środowisko, kultura i inne swoją drogą. W wolnym rynku przedsiębiorca budujac firme opiera się na ściśle na czynniku ekonomicznym, tak jakby to robił komputer, lecz na czynniku emocjonalnym, hobbystycznym, to co umie robić, to na co jest TREND, to na co zezwala lokalizacja. Więc często zmuszeni jesteśmy do takich a nie innych działań z powodu lokalnej demografii czy zdolności manualnych, czy położenia.

Trend jest ściśle połączony ze spekulacją. Ktoś coś przypadkiem odkrywa, co się okazuje sukcesem biznesowym, a zaraz inni wg. strategii czerwonego ocenau kopiują jego pomysł zwiększając trend na daną działalność. Ludzie nie podejmują tego racjonalnie. Gdy gospodarka potrzebuje powiedzmy 1000 Ton komputerów, nie mniej, nie więcej, to taki jest popyt i tyle należałoby zapewnić. Natomiast człowiek nie zna umiaru i działa po omacku. Zbuduje 500 komputerów, to przyjdą inni i zrobią kolejne 500, i potem kolejne 500. Przez to podaż przewyższy popyt i nie ma co dalej z tymi komputerami robić. Następuje bankructwo tylko dlatego, że ludzie rzucili się na ten trend tworzenia hipotetycznych komputerów. Nie zrobili tyle co trzeba tylko idą za trendem. Trend motywuje do wzięcia, bo ktoś już to popełnił i zobaczył, że się opłaca, więc reszta idzie za trendem powodując zapełnienie popytu, a po zapełnieniu go powstaje bańka spekulacyjna. Taka bańka może momentami przybierać wartościowe formy. Np. jabłka gdy embargo do Rosji zostały wprowadzone zmusiły sadowników do poszukania zupełnie innego zbytu. Gdyby podejmowali racjonalne decyzje wiedząc, że będzie embargo(akurat nikt nie widział) to nie nastawiali by tak dużej produkcji, a że to już zostało wykonane to znaleźli plan B. Więc czasem logika nie musi iść w parze za dobrymi rozwiązaniami patrząc krótkowzrocznie. Powstawały również bardziej negatywne nadwyżki budżetowe, takie jak bańka na DOT COM. Kiedyś każdy myślał, że jak coś ma DOT COM to jest to przyłość, co było prawdą, ale popyt został przekroczony. Inwestorzy na ślepo wyrzucali pieniądze, a potem przepalali budżety na niewypalone pomysły. Podobnie mają się sprawy marketingowe. Obecnie mówi się, że marketing jest niewykorzystany w pełni, że można wiele zmienić. Ale mówi się tylko po to by zainteresować się marketingiem, gdyż jest dużo szkoleniwców od marketingu. Rynek praktycznie jest zapchany marketingiem po uszy. Niewiele można jeszcze docisnąć, a jeżeli już to opłacalność tego docisku jest na tyle małą, że nie zwraca kosztów na marketing. Realny plan biznesowy i każda inwestycja w tym marketing powinna powodować to, że wydane pieniądze muszą się z wrócić. Przy nakładach na marketing pieniądze mogą się nie zwrócić, ze względu na to, że rynek już ma swoich podstawowych graczy, którzy są rozkręceni w danych dziedzinach i praktycznie nie pozwala to na konkurowanie z nimi na skalę np. globalną przy użyciu internetu. Strony internetowe są praktycznie wykorzystane. Brakuje miejsca by stworzyć nową działalność i pojawić się gdzieś wśród konkurencji. Jedyna szansa jaka jest to reklama lokalna, która może być rozwijana w małym stopniu w minimalnym zakresie.

Każda taka działalność niesie za sobą pewien trend. Działalność jest zdarzeniem losowym. Trend powoduje na początku dobrą rzecz, gdyż uzupełnia niedobory, gdy ludzie widzą, że coś się dobrze sprzedaje powielając ten schemat. Trend po zaspokojeniu popytu staje się zły dla producentów, a dobry dla konsumentów. Natomiast długoterminowo powoduje to walkę do rozmiarów patologicznych pomiędzy firmami i skłócanie firm oraz nie skupianie się na dalszym powielaniu i inwestowaniu w rozwój danej dziedziny, a walkę między sobą. Gdy do tego dojdzie to są negatywne skutku trendu. Czasem mogą być też pozytywne, gdy jest to zdrowa rywalizacja motywująca i podnosząca jakość. Natomiast jeżeli wszyscy się rzucą na daną działalność, która jest nasycona to wszyscy stają się biedni i nie mają pewnej przyszłości przez co gwarancja czy relacje długofalowe z klientem zanikają. Tak zrobiła firma 3DFX, która wydała swoje 3dfx 5000 na rok przed upadkiem firmy tworząc istne kłamstwo w postaci gwarancji 10letniej na te karty graficzne. Klienci kupowali to z powodu rzekomej solidności kart, a tak naprawdę firma chciała wycisnąć ostatnie poty z "kapitalizacji" nakładów. Klient stracił zaufanie do marki, która póżniej nawet nie istniała. Stracił współpracę długoterminową. Gdyby nie walka zbyt ostra firm produkujących karty graficzne wtedy zaufanie do markek mogłoby być dłuższe. Dzięki temu firma nie miała by skoków przychodów i nagłych strat, a potem znowu skoków. Zyski firmy by były mniej dynamiczne, bardziej przewidywalne, wykres zarobków byłby bardziej płaski. Z kolei gdyby nie było tak ostrej walki nie wiadomo czy firmy by miały motywację do podnoszenia jakości swoich kart graficznych. Nikt nie wie jak by było lepiej dla ludzkości. Jeżeli ktoś twierdzi, że walka wielkich firm to dobre czy złe ten jest w błędzie. Firmy mają miliony różnych drobnych spraw, różnych ludzi i poglądów oraz zarządów. Nie wiadomo w jakiej dziedzinie jak by postąpili. Czy walka tytanów zmotywuje ich do podnoszenia usług czy wręcz do obniżania kosztów przez które sami lewdo przędą i nie mają pieniędzy na rozwój tylko na marketing oczerniający konkurencję. A powinno być właśnie podnoszenie jakości usług. Może by było gorzej, może lepiej. Niewiadomo.

Zawsze z każdej ekonomicznej zagadki dochodzimy do rezultatu takiego, że nic nie wiadomo. Te rzeczy można wytłumaczyć, ale nie można przewidzieć. Są to rzeczy, które obejmuje estymacja, natomiast jest to intuicyjne i bardzo, bardzo losowe oraz mało przewidywalne. Oczywiście większa szansa jest, że jak jakaś firma istnieje i działa to parę lat pociągnie. Ale to jest tylko takie przypuszczenie statystycznie mocnoprawdopodobne. Tak samo jak mocno prawdopodobne, że jedna z największych firm na świecie nie ma szans, by upadłą - Facebook. A istnieją pewne sposoby by jej całowicie zagrozić i zniszczyć ją dokumentnie. Mimo, że inwestorzy bardzo ufają takiej firmie, że jest stabilna, to mogą powstać konkurencyjne firmy uzupełniające braki Facebooka i przez to przejmujące oddolnie całą działalność i detronizujące pozycje na rynku. To nie jest wykluczone.

Kontakt ze mną

 

Jestem na Google+ G+ Facebook FB

 

Piotr Omelańczuk

Piotr Omelańczuk

Marketing Omel

Adres:ul. Dworska 6, woj. Lubelskie 21-530 Piszczac

Telefon:+48 503 546 025

e-mail:piotr.omelanczuk1986@gmail.com

Moja strona startowa: