Czy Bóg istnieje?

Co musiałoby mnie przekonać do tego czy Bóg istnieje lub co musiałoby mnie przekonać do tego, że Bóg nie istnieje? Spróbuje przedstawić najbardziej obiektywną możliwą opinię wg. mnie, która może przybliżyć niektórych do pewnych poglądów.

Bóg nie istnieje

Żeby nie mówić wyłącznie o swoim własnym zdaniu, należałoby postarać się mówić jak najbardziej z naukowego punktu widzenia; z jak najbardziej obiektywnej strony; bez bodźców osobowych czy odruchowych, bez tego całego „człowieczeństwa”. Dlatego jako (ptfu) „ateista”, sam nie wiem czy jestem ateistą – patrząc przez aspekt naukowy. Bo kimże jest ateista? Ten który nie wierzy w Boga? Ale czy on ma jakieś podparcia do swoich wierzeń? On wie, że nie ma Boga czy on wierzy, że nie ma Boga? Robi to na podstawie przypuszczenia, badania dogłębnego, obojętności czy niezastanawiania się? Są to różne aspekty podejścia…

Uważam, że żeby przychylić się do obronienia tezy, że jestem ateistą, to trzeba wysnuć pewne wnioski:

Zakładam, że jestem ateistą, więc muszę obronić swój pogląd uzasadniając dlaczego tak uważam. Nie wierzę w Boga, bo nie mam podstaw ku temu by wierzyć. Kiedyś wierzyłem, bo miałem powody – rodzice mi kazali + cała propaganda szkolno-kościelna. Ale gdyby podejść do tego z czystym umysłem, to ktoś kto miałby mi wmówić, że jest jakiś Bóg to ON powinien właśnie mi udowodnić, że on jest, a nie JA że go nie ma. Bo to on udowadnia, że coś takiego jest. To że dużo ludzi uznaje to za dziwne wytłumaczenie, nie oznacza, że to ja mam udowadniać jakąś tezę tylko ten kto narzuca mi pewną doktrynę.

Mój ateizm jest takim scepto-ateizmem. Nie mówię, że na 100% Boga nie ma. Po prostu nie wiem czy jest i nie wiem czy nie ma. Zakładam, że nie ma, tak samo jak zakładam, że nie ma latających słoników w naszej rzeczywistości. Tak zakładam, więc jest to moja wiara, mój osobisty pogląd. Ale żeby to zweryfikować to należałoby przeprowadzić naukowe badanie doświadczalne i mieć zwyczajne i powtarzalne dowody.

Dowody na nieistnienie Boga, by mnie przekonały muszą się pojawić. Lecz zważając, że jestem osobą ludzką, która posiada pewne słabości, uproszczenia, wąski zakres odbierania bodźców ( np. nie widzę niczego w 4 czy 5 wymiarze ) mogę się mylić. Może wydawać mi się, że widzę coś, a tak naprawdę tego nie widzę. Po prostu mam wadę w mózgu lub jestem pod wpływem narkotyków. Więc żeby ocenić coś empirycznie, że jest na 100% to dodatkowo potrzebuje wiedzieć to czy moje zmysły odbierają 100% prawidłowo rzeczywistość. Moje odbieranie, gdy jestem trzeźwy i nie pod wpływem wydają mi się ( ale tylko subiektywnie ) obiektywne, lecz nikt nie powiedział, że może mi się wydawać tylko, że trzeźwo myślę, a na prawdę jestem pod wpływem narkotyków lub jakiegoś transu, snu czy czegokolwiek. Nie wiem , może żyjemy w symulacji i to wszystko nam się tylko wydaje? Jak wtedy ocenimy naszą obiektywność?

Aby ocenić coś jak najbardziej realnie, jak tylko się da możemy przeprowadzić wiele badań, które przybliżają nas do prawdy, lecz jej nie definiują. Nigdy prawda nie będzie zdefiniowana, skoro przyrządy do jej badania nie są w 100% pewne ( nasze mózgi i nasze słabe postrzeganie oraz ułomności wynikające z ewolucji ). Zatem nie mogę nawet w naukowy sposób udowodnić, że Boga nie ma. Nawet gdybym miał super dowody, które determinować mogłyby ten fakt, to i tak zawsze na końcu zostaje nasza percepcja. Mogę chodzić i pytać się ludzi czy widzą to samo zjawisko doświadczalne, by wiedzieć czy sam nie odchodzę od zmysłów. Mogę, lecz czy Ci wszyscy ludzi, których pytam nie są moją halucynacją, jak w filmie „Piękny Umysł”?

Zatem nie jestem w stanie przedstawić dowodu na nieistnienie Boga, nawet gdyby taki był dostarczony mi pod nos

Bóg istnieje

Jestem ateistą, ale żeby przekonać do wiary w Boga potrzebuję dowodów jak najbardziej namacalnych. Jeżeli dostanę np. znaki na niebie czy cokolwiek innego, co będzie nienaturalne, powtarzalne i spełniało warunki naukowych dowodów to uznam to SUBIEKTYWNIE, za dowód wg. mojej własnej percepcji. Bardzo ufam swoim zmysłom, dlatego uznaję z dużym przekonaniem, że to co widzę podczas dobrego samopoczucia, bez użycia narkotyków jest rzeczywistością. To jest moje złudzenie, że tak uznaję i biorę to na 99% jako pewnik. Natomiast nie biorę tego w 100% jako pewnik, ze względu, że nie znam fizyki wszechświata, innych światów, innych wymiarów, być może innych logik oraz ułomności własnej percepcji. Niby coś co działa uznaje się za prawdę, ale Einstein kiedyś pokonał Newtona.

Zatem co jest pewne? – Nic. Jak mogę przyjąć wiarę? Z pewnym prawdopodobieństwem. I tylko to może mnie przekonać do wiary, która i tak nie będzie w 100% pewna.

Świat stanął na głowie

Brak komentarzy

To comment you need to be logged in!

Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *