...
The post thumbnail

Czy 500+ powoduje inflacje?

Często mówi się o problemie inflacji w Polsce roku 2022. Obecna partia rządząca PiS, Putin, a może 500 plus jest powodem inflacji? Przedstawiam tu luźne dywagacje na ten temat. Wyjaśniam pewne argumenty, które składają się niejako na całość problemu związanego z inflacją.
Opisuję pogramy socjalne a inflacja – jakie są korelacje i hipotetyczne możliwości. Staram się wyjaśnić czy programy socjalne są tak złe. Przedstawiam tu jak najdokładniej opis tego co może wpływać na inflację.

Inflacja a panika, inflacja a prawo popytu i podaży

Możemy założyć hipotetyczne 2 poziomy inflacji. Jedna wynikająca bardziej z paniki, a druga bardziej z prawa popytu i podaży – czyli nadwyżek i niedoborów produkcyjnych oraz potrzeb i możliwości zakupowych dla tych potrzeb. Inflacji nie da się łatwo zobrazować w sposób taki bardziej mechaniczny. Ona pojawia się znikąd. Jest wywołana dokładnie nie wiadomo jakimi czynnikami. Żeby to zbadać, należałoby zbadać przepływy wszystkich na świecie pieniędzy. Nikt takiej wiedzy nie posiada, zatem nasze wyobrażenia okiełznania pojęcia inflacji jest bardzo umowne. Stosujemy mocne uproszczenia. Często w tych uproszczeniach pomijamy rzeczy, których nie jesteśmy świadomi i to powoduje pewne odbicia od przewidywań, np. prognozy inflacyjne.

Co mówi Austriacka Szkoła Ekonomii o prawie popytu i podaży

Przyzwyczajeni jesteśmy do scenariusza Austriackiej Szkoły Ekonomii w której bezwzględnie panuje pogląd na temat prawa popytu i podaży. Prawo to dobrze reprezentuje rzeczywistość w gospodarce w której są braki. Gorzej to działa w przypadku nadwyżek produkcyjnych. Wtedy luźno interpretowane prawo popytu i podaży musi być inaczej interpretowane.

Popytem nie staje się potrzeba człowieka na dane dobro oraz możliwości zakupowe (możliwości finansowe danej osoby), lecz bardziej preferencje indywidualne. Do gry wkracza marketing, perswazja, emocje, poglądy, a nie suche zaspokojenie podstawowych potrzeb.
Wiadomo, że każdy jeść musi. Ale gdy mamy do wyboru pełne półki jedzenia, to nie wybieramy tego, co jest najtańsze tylko opieramy swój wybór na własnym „widzimisię”. Prawo popytu i podaży w tym momencie przekształca się w jakieś hipotetyczne prawo „widzimisia” popytu i podaży 🙂

Dla przypomnienia podam, że popyt się zwiększa, gdy cena maleje, zwłaszcza w pojęciu makroekonomicznym. Wiadomo, że każdy człowiek ma własny pogląd co bardziej lubi i gdy ma do wyboru kupić gruszkę czy jabłko, to cena może schodzić na dalszy plan. Pewne potrzeby indywidualne przewyższają cenę, o ile nie przekracza ona pewnego punktu granicznego. Wiadomo, że przy wyższej cenie musimy rezygnować z pewnych dobrodziejstw. Teoretycznie chcemy kupić hipotetyczną gruszkę, ale nas nie stać. Pomimo potrzeby zakupowej, nie możemy nabyć danego towaru. W takim przypadku popyt spada.

Koniec prawa popytu i podaży

Moment w którym sztywne prawo popytu i podaży zamienia się w hipotetyczne prawo „widzimisia” popytu i podaży, pojawia się w momencie wychodzenia gospodarek na prostą. Zaspokojenie podstawowych potrzeb typu dach nad głową, jedzenie czy jakaś stabilizacja wywołuje myślenie, co by tu kupić mniej potrzebnego. Wtedy nie jest aż tak ważny dla nas wynik cenowy(ekonomiczny), lecz indywidualne preferencje. Ekonomiści austriaccy mają wtedy niemały problem. Nie mogą matematycznie przewidzieć co się będzie działo. Ludzie wybierają to co lubią, na co jest trend, bez większego względu na portfel.

Konkluzja załamania się austriackich praw ekonomicznych w dobie dobrobytu powoduje, że nie możemy prostym matematycznym wzorem przewidzieć wszelkich zmian mikro i makroekonomicznych. Nie siedzimy w głowach wszystkich ludzi. Nie wiemy czy w danym garażu nie jest konstruowany jakiś wynalazek zmieniający cały świat. Nikt z ekonomistów nie wie, gdzie się pojawi super startup, który da rozwiązanie na wszelkie problemy. Nie da się przewidzieć na podstawie wzrostu dobrobytu czy dana firma ma coś w sobie wspaniałego dla świata. A może tylko chwilowo leci na trendzie światowym i zaraz upadnie? Tego nie da się przewidzieć w żadnych wzorach. Oczywiście można wyczytać pewne korelacje, że raczej mały kapitał nie wybuduje czegoś ogromnego dla świata. Ale obecnie świat jest globalną wioską. Każdy może próbować własnych sił bez kapitału. W spekulować należałoby na wielkich graczy z wielkim kapitałem, ale nie jest to reguła.

Jakie są wskaźniki ekonomiczne

Wskaźników ekonomicznych mamy sporo:

  • inflacja bazowa
  • inflacja CPI
  • bezrobocie
  • PKB
  • PKB per capita
  • kursy walut
  • inwestycje
  • badania naukowe i rozwój
  • i wiele wiele innych

Istnieją pewne błędy pomiaru lub kontrowersje na temat wskaźników. Kontrowersja może być taka, że firma, która jest albo sztucznie podbita, albo niedokładnie zmierzona podaje nie do końca dokładne czy prawidłowe informacje.
Przykładowo:
Firma która ma bardzo wysoki z roku na rok przyrost zysków i obrotów daje złudzenie, że ten prosperity będzie trwało ciągle. Można wnioskować, że jeżeli jest wiele takich firm, to można przewidzieć przyszłość na temat rozwoju regionu przy tych firmach. A tak na prawdę, nie wiemy dokładnie jakie umowy długoterminowe ma dana firma – może kończy jej się zlecenie i zaraz będzie zwalniać pracowników. [Byłem kiedyś w takiej firmie]
Może zmienić się polityka w danym kraju, jak np. wojna i załamanie dostaw surowców z powodu sankcji itd. Tego typu informacji nie znajdziemy w wykresach. Wykresy pokazują jedynie to co zostało już stworzone w przeszłości. Prognozy mogą powstawać na podstawie tych wykresów, lecz bardzo mocno mogą odbiegać od rzeczywistości. Nie mamy wszystkich danych o firmach i ich przepływach, zleceniach itd.

Jak czytać wskaźniki makroekonomiczne

Można wszelkie wykresy przenikać, nakładać na siebie, sprawdzać korelacje pomiędzy wzrostem PKB, bezrobociem, zamożnością, inwestycjami, inflacjami itd. W jakimś stopniu można wywnioskować czy coś idzie w dobrym kierunku czy nie. Natomiast nie znając tych szczegółowych detali, nie jesteśmy w stanie zrobić idealnych prognoz.

Możemy np. na podstawie zmniejszającego się bezrobocia wnioskować, że PKB będzie rosło, że ludzie będą się bogacić, że zwiększy się popyt i podaż, że będzie ogólnie lepiej. Ale to bardzo korelacyjne myślenie. Może być tak, że właścicielami firm są zagraniczni inwestorzy, którzy żerują na taniej polskiej sile roboczej. Eksploatują pracowników za najniższą krajową i sprzedają swoje usługi na rynek polski. Pieniądze wyciągają z firm do swoich krajów i inwestują w innych krajach. Gdyby to było polskie, to byłaby większa szansa, że pieniądze wracałyby do polski i inwestycje byłyby na miejscu. Tego nie widać na ogólnych wskaźnikach – widzimy malejące bezrobocie.
Także bardzo dużo jest informacji istotnych, które nam umykają. Wszystkie działania gospodarcze są raczej taką spekulacją, niż mocno matematyczną kalkulacją.

Kiedy jest rozwój gospodarczy?

Austriacka szkoła ekonomii – jak mantra – mówi ciągle o podstawowych prawach popytu i podaży. Wszędzie szuka prostych wzorów i rozwiązań. A kiedy najlepiej się rozwija gospodarka? Dokładnie wtedy, gdy inwestycje w gospodarce są skuteczne.

Indywidualne preferencje człowieka

Dodać trzeba to, że indywidualnie człowiek jest egoistą. Myśli o własnym zarobku, spełnieniu własnych potrzeb bardziej niż na spełnieniu cudzych potrzeb. Każdy myśli o sobie. Jeżeli ma dobry humor, to skapnie z tego trochę innym w tzw. altruizmie. Ale bez egoizmu człowiek by nie istniał. On musi być egoistą, by żyć – takie prawo natury.

Negocjacje pomiędzy klientem, a pracodawcą, a pracownikiem

Zważając na indywidualne preferencje każdego człowieka dochodzimy do wniosku, że cele każdego są inne. Czasem cele się pokrywają, a często nie:

  • Celem każdego klienta jest jak najlepsza obsługa oraz wykonanie jej po jak najniższej cenie.
  • Celem pracodawcy(szefa) jest wykonanie w miarę dobrej roboty( na tyle by klient był zadowolony i polecił daną firmę innym), po jak najwyższej cenie. Dodatkowo by to realizować często mocno eksploatuje się pracowników.
  • Celem pracownika jest wykonanie pracy jak najmniejszym wysiłkiem, tak by zadowolić głównie szefa, a nie klienta. Klient jest w tym tylko pochodną – płaci szef, dlatego opłata za usługę powinna być dla pracownika obojętna.

Widać, że każdy idzie w swoim kierunku. Negocjacje pomiędzy szefem firmy, a klientem mają swój punkt wspólny w którym obie strony się godzą na dane warunki. Podobnie jest z pracownikiem a szefem. Na tej podstawowej komórce negocjacyjnej oparta jest cała gospodarka.

Kiedy dokonywane jest zlecenie w negocjacji

Gdy np. pracownik nie godzi się na prace ze zbyt niskim wynagrodzeniem, może to spowodować brak realizacji. Może to też wywołać podwyżkę wynagrodzenia dla pracownika, ale z prawa homeostazy musi się to gdzieś odbić. Odbija się albo na zmniejszonym zarobku szefa lub na pogorszeniu jakości usługi(ze świadomością klienta lub nie). Może to również odbić się na tym, że szef spróbuje renegocjować dane zlecenie z klientem. Wcześniej ustalone warunki się zmienią, a klient może się nie zgodzić na np. wyższą cenę za tą samą usługę. Może to w rezultacie spowodować to, że klient nie będzie miał pieniędzy na usługę z przyczyn finansowych(prawo popytu i podaży). Zatem niechęć pracownika pracy na gorszych warunkach może powodować utratę zlecenia.

Klient może też szukać innej firmy, która mu to wykona. Jeżeli jest to w graniach przystępnych, takich że zarobi pracownik (który się zgodzi na warunki) i szef, to dojdzie do skutku. Jeżeli koszty usługi – wynagrodzenie pracowników, koszty firmy i materiałów są wyższe od możliwości finansowych klienta, wtedy nie dojdzie do realizacji. Mówi się wtedy, że popyt spada – pomimo że jest potrzeba klienta na usługę. Jest to tzw. popyt elastyczny.

Relacje społeczne ze względu na stanowisko

Zatem te relacje powodują to, że każdy z tych 3 grup ma inne cele. Z tego wynika też, że te 3 grupy raczej nie będą ze sobą idealnie szczere, zawsze jest to negocjacja biznesowa pomiędzy nimi. Problemy pracowników nie będą problemami klienta czy pracodawcy i odwrotnie.

Szef myśli całościowo, chce by dany produkt był zadowalający klienta. Nie myśli o specjalistycznych detalach o których myśli pracownik. Pracownik raczej pasjonuje się konkretną pracą, a szef nad zarobkiem wyciągniętym z tej pracy. Ich tematy rozmów są inne. Może to powodować, że ich status społeczny, tudzież kontakty międzyludzkie mogą dotykać innych grup społecznych. Co jest bardzo istotne do dalszych rozważań!

Kto jest lepszym inwestorem? Biedny czy bogaty?

Wchodząc w temat głębiej, kiedy inwestycje są skuteczniejsze? Najskuteczniejsze inwestycje są, gdy inwestor zna się na rzeczy, mówiąc ogólnie. Statystycznie bogaty człowiek, z bogatego domu raczej będzie po studiach, raczej będzie wykształcony. Teoretycznie więc wynika, że lepiej ogarniającym inwestycje będzie osoba bogata – chociaż nie jest to reguła.

Są różne sytuacje, ale raczej jeżeli ktoś się dorobił na własnej firmie, to jest raczej osobą ogarniętą pod względem inwestycji. Zatem jeżeli mieć do wyboru czy dać biednemu np. pracownikowi dodatkowe pieniądze na inwestycje czy dać bogatemu np. szefowi firmy, to raczej lepiej spożytkowane pieniądze na inwestycje, przynajmniej w teorii powinny być u bogatego.

Zatem przynajmniej teoretycznie, bogaty szef jest lepszym inwestorem…

Programy socjalne a inflacja

Przedstawiam tu jak działają subwencje 500+ w różnych hipotetycznych wariantach. Co by było gdyby… Jakie by były konsekwencje gospodarcze i społeczne programu subwencyjnego np. 500+ dla przedsiębiorcy, pracownika czy konsumenta w konfiguracji z gospodarką z deficytem i nadwyżkami produkcyjnymi.

Programy socjalne jako subwencje w momencie słabej nadprodukcji

Przykładem jest gospodarka nierozwinięta. W tej gospodarce brakuje podstawowych produktów. Istnieje głód, choroby, bezdomność przestępczość itd. Prawo popytu i podaży świetnie obrazuje i daje przewidzieć co się stanie z dużą dokładnością, gdy do gospodarki dodamy jakiś zastrzyk gotówki lub zastrzyk inwestycji. Wbrew pozorom jest taka szansa, że dużo łatwiej sporo biznesów można rozwijać, nawet bez marketingu. Po prostu brakuje wszystkiego, ludzie wszystko kupią i zrobią wszystko za pół darmo, aby tylko dostać się do potrzebnego towaru. Tworzy się szacunek do towaru.

Pogramy socjalne a inflacja

Dokładnie wiemy co się stanie, gdy dodrukujemy pieniądze w gospodarce w której brakuje towarów. Będzie to klasyczna inflacja, tak jak opowiada Austriacka Szkoła Ekonomii. Zatem taki dodruk nic nie da poza chaosem i niesprawiedliwą dystrybucją dóbr w społeczeństwie.

Inwestycje w kraju bez nadprodukcji

Może trochę mniej dokładnie, lecz z dużym prawdopodobieństwem wiemy też, że gdy wybudujemy jakąś fabrykę podstawowych produktów, to nie będzie problemów z zatrudnieniem. Powstanie wyzysk pracownika, lecz każdy pracownik będzie się na ten wyzysk godził. Tu nie ma wspomnianego wyżej negocjowania. Tu liczy się przetrwanie, zatem nikt nie odrzuci możliwości pracy.
W takich sytuacjach o ile kraj jest w miarę stabilny, zabezpieczony, nie ma innych problemów walutowych, politycznych czy wojennych, a ludność jest przychylnie nastawiona warto inwestować. Inwestycja z dużym prawdopodobieństwem jest skazana na powodzenie z powodu wyzysku na pracownikach oraz silnym rynku zbytu. Silny rynek zbytu jest pod względem potrzeb człowieka, a nie możliwości sfinansowania i skonsumowania tych potrzeb. Stąd wynika, że np. dostęp do lekarza mogą sobie pozwolić np. najwięcej zarabiający. Inni muszą zrezygnować z takich dobrodziejstw, skupiając się na zapewnieniu sobie i rodzinie jedzenia i dachu nad głową.

Programy socjalne jako subwencje w momencie dużej nadprodukcji

Subwencje przy kraju z nadprodukcja diametralnie różnią się od kraju w którym łatwo wszystko wywnioskować na podstawie prawa popytu i podaży.
„Czegoś nie ma na rynku, robimy to i jest biznes” – tu tak nie ma!
Wszystko już jest na rynku, musimy zbadać konkurencje, zrobić coś ponad nią. Możemy zejść z ceny do granicy nieopłacalności, możemy dać dodatkową wartość, która odciągnie klienta od konkurencji. Bardzo często powoduje to podnoszenie jakości usług i wygodę konsumenta. Powoduje to też deflacje i zaleganie towarów na półkach.
Dodanie do gospodarki dodatkowej firmy, która zwiększy jej produkcje spowoduje, że mamy więcej towarów na półkach. Jeżeli w gospodarce było miliard złotych, a po zwiększeniu produkcji jest nadal miliard, to spowoduje to nieskonsumowanie towarów. Towary najgorzej sprzedające się albo spowodują spadki czy bankructwa firmy lub obniżenie cen – deflacje.
Ale jaki jest sens produkować więcej, jeżeli popyt jest nie zwiększony – jest miliard złotych. Nie ma sensu! Należy dać wszystkim ludziom możliwość skonsumowania dóbr. Po to one są. A zachowując stałą ilość pieniędzy musimy rezygnować z jednych towarów by kupić inne. Nie ma to najmniejszego sensu. Należy użyć subwencji, by w kraju było więcej pieniędzy, by dało się skonsumować wszystkie lub więcej towarów.

Deflacja przy wzroście PKB

W teorii istnieje takie coś jak deflacja, która niby powoduje, że da się nabyć wszystkie towary. Po prostu mamy miliard zł. A towarów wyprodukowaliśmy na miliard z kawałkiem. Po prostu cena maleje i każdego stać nawet za ten miliard w obiegu. To jest mocno naciągane i teoretyczne. W rzeczywistości nikt nie ma tendencji do obniżania ceny, tendencja jest odwrotna. Gdyby cenami sterował wielki komputer, to tak, ale nie wolny rynek. Dużo łatwiej jest zachować cenę i dodrukować, niż kazać wszystkim obniżać cenę i nie drukować gotówki.

Jak program socjalny 500+ wpływa na inflacje

Ok. Drukujemy pieniądze. Te pieniądze w jakiś bardziej lub mniej niesprawiedliwy sposób wchodzą do gospodarki. Osoby które mają jakimś cudem te świeże pieniądze kupują towary. Załóżmy, że wydane pieniądze idą tylko na spełnienie zachcianek, a nie na inwestycje(chociaż zdrowie psychiczne też jest niemierzalną inwestycją). Spełniają kolejną potrzebę w Hierarchii potrzeb piramidy Maslowa. Dzięki temu nadprodukowane nowe produkty schodzą z półek. Producenci widzą, że towar schodzi, więc wydaje im się, że mogą podnieść cenę. Dopóki subwencje trwają, cena będzie podniesiona. Stracą na tym ci, którzy nie korzystają z subwencji, bo mają droższy produkt. Powstaje na tym etapie pewna niesprawiedliwość społeczna, że jedni dostali a inni muszą przepłacać.

Pogramy socjalne a inflacja

Inflacja jest taka na ile konsumenci mają chęć na dany produkt. Jeżeli oszczędzają i nie wydają subwencji, to nie ma tendencji do podniesienia cen i nie ma inflacji. Oczywiście musiałby się to dziać masowo, nie indywidualnie. W rzeczywistości jest to hybrydowe.

Popyt zapotrzebowaniu nie równy

Istnieje też zjawisko o którym się nie mówi, gdyż jest bardzo rzadkie – możliwości nabywcze są ogromne u bogaczy, lecz ich potrzeby nie są takie duże jak ich stan konta.

Subwencje dla przedsiębiorcy

Gdyby każdy przedsiębiorca dostawał za darmo dodatkowe środki z dodrukowanych pieniędzy, to przede wszystkim sporo ludzi chciało wykorzystać ten fakt i stawałaby się przedsiębiorcami, nie mająca często pojęcia o biznesie.
Natomiast przedsiębiorca statystycznie wyda pieniądze z raczej większym prawdopodobieństwem na inwestycje niż konsumpcje niż w przypadku przeciętnego człowieka. Pieniądze nie zostaną przejedzone, aż tak. Jest to założenie statystyczne, a więc istnieje szansa, że może się nie zdarzyć. Ale wydaje się, że skoro ktoś jest przedsiębiorcą, to więcej będzie w takim wypadku inwestycji.

Czy jest to sprawiedliwe społecznie? Nie. Nic nie jest sprawiedliwe społecznie. Każdy ma swoje poglądy, każdy jest egoistą. Każdy będzie się czuł poszkodowany, gdy ktoś za darmo dostaje więcej. Mamy to po prostu w genach, jest to biologiczne prawo. Był eksperyment z małpami dowodzący, że to zjawisko występuje w ewolucji.

Subwencje w postaci jakiegoś 500+ czy innego dodruki dla przedsiębiorców w teorii wydają się najsłuszniejsze jeżeli chodzi o rozwój gospodarczy. Ale trzeba pamiętać ciągle, że to jest tylko teoria. Nie siedzimy w mózgach przedsiębiorców. Nie wiemy co oni na prawdę myślą i jak postąpią. Spekulujemy, że tak jest z logicznych pobudek.

Programy socjalne dla pracownika

Jak wiemy, pracownik ma inny system wartości i potrzeb niż pracodawca. Pracownik myśli bardziej socjalnie, mniej inwestycyjnie, mniej go interesują długotrwałe interesy – statystycznie rzecz ujmując, znów się powtórzę.
Biedny pracownik może mieć skłonności poprawienia swego bytu, niż w przypadku pracodawcy, który raczej swój byt ma na odpowiednim poziomie. Zatem raczej jest mniejsza szansa, że jakieś subwencje przeznaczy na jakieś inwestycje.

Jaka powinna być jak najbardziej sprawiedliwa subwencja?

Każdy ma swój własny egoizm, interes i ciężko powiedzieć czy zapewnienie ogólne dobrobytu finansowego dla przedsiębiorcy jest lepsze, niż dla pracownika. W teorii wydaje się, że lepiej by pieniądze nie były przejadane, a inwestowane. Wydaje się, że lepiej jest dać pracodawcom niż pracownikom.

Z drugiej strony jest rzeczywistość. Nie znamy preferencji każdego przedsiębiorcy. Znam takich przedsiębiorców, którzy nie chcą ciągle inwestować, a dodatkowo zarobione pieniądze wykorzystaliby na rozrywkę. I odwrotnie znam, biednych pracowników, którzy aż się palą by być przedsiębiorcami tylko dusi ich bieda czy wysoki pułap wejścia na rynek.

Pogramy socjalne a inflacja

Każdy zaspokaja własne potrzeby, więc upraszczanie, że przedsiębiorca będzie wykorzystywał lepiej pieniądze jest tylko teorią. Być może trzeba by było podzielić osoby bardziej sprawiedliwie, na tych którzy bardzo chcą w coś inwestować i im dać subwencje, a nie na przedsiębiorców. Być może trzeba by było lepiej skonstruować subwencje, by bardziej motywowały do inwestycji niż konsumpcji.

Jaka jest sprawiedliwy program socjalny?

Przeanalizujmy przepływ pieniędzy z subwencji. Załóżmy, że pieniądze otrzymuje ktoś w 100% konsumpcyjny, bezrobotny itp. Zero inwestowania. Ale mamy gospodarkę z nadwyżkami produkcyjnymi – półki pełne. W teorii pieniądze są w 100% zmarnowane. Zamiast budować kapitał, zostanie on przejedzony.

Ale czy na pewno?
Skupiamy się wyłącznie na pierwszej transakcji. A z tego co wiadomo pieniądz nie znika po pierwszej transakcji. Niech ten bezrobotny wyda w 100% na konsumpcję, to kto na tym zarobi? Sklepy itd. Sklepy posiadając pieniądze tego konsumenta czy są solidną firmą, która w siebie inwestuje? Statystycznie raczej tak. Więc co z tego, że daliśmy pieniądze osobie bezproduktywnej, skoro po nawet pierwszej transakcji dostały się do osoby, która te pieniądze wykorzysta odpowiednio. A więc czy warto się tym w ogóle przejmować? Czy jest jakiś wzór ekonomiczny, który będzie nakłaniał ludzi do nie marnowania i bardziej inwestowania niż przejadania? Nie. Nie wiadomo komu damy, gdzie się dalej rozejdą pieniądze. Każdy ma własny światopogląd i od strony systemowej nie da się tego poprawić jeżeli patrzymy pod tym kątem.

Pogramy socjalne a inflacja

Jedyne co możemy zrobić, to zwiększać świadomość ludzi o wartościowym wykorzystaniu kapitału. By tworzył się trend przedsiębiorczości. A jaki tego będzie efekt, to będzie zasługa marketingu takiego programu.

Zatem tym argumentem chciałbym obalić wszelkie „poprawki” na temat lepszej dystrybucji 500+, gdyż nie znamy kolejnego etapu transakcji.

Czego należy się bać w programie socjalnym 500+ w stosunku do inflacji?

Inflacja inflacji nie równa

Jeżeli subwencji będzie więcej niż nadprodukcji, pojawi się problem z dostępnością towarów w niektórych miejscach. Wtedy uruchamia się bardziej prawo popytu i podaży niż prawo „widzimisia” popytu i podaży.
Wtedy ceny rosną dużo mocniej, niż w przypadku tylko zwiększenia popytu. Tu nie ma efektu, że ceny lepiej schodzą, to podniosę kilka gr cenę, żeby bilans był lepszy. Tu mamy sytuację, że czasem brakuje całkiem towaru. Zatem inflacja jest ogromna.

Musimy odróżniać inflację, która jest spowodowana wzrostem popytu, a inflację, która jest spowodowana brakiem w ogóle towaru. Różnice są kolosalne.

Im bardziej przekraczamy dotowanie bezproduktywności i nie pokrywamy tego jakimś wzrostem PKB tym bardziej ryzykujemy, że wpadniemy w Austriacką teorię prawa popytu i podaży.

Zmiany inflacyjne przy dużym wzroście PKB mogą być niezauważalne, gdyż więcej nominalnie zarabiamy i nie odczuwamy tych strat. W przypadku drenowania gospodarki bezproduktywnym pieniądzem zbliżamy się do utraty nadwyżek produkcyjnych. Granica kiedy inflacja uderzy w nas jest wtedy, gdy przejdziemy w dużym stopniu z gospodarki o nadwyżkach produkcyjnych do gospodarki socjalnej, w której nie trzeba pracować, bo mamy za darmo. Nie trzeba się starać, nie trzeba produkować, produkcji jest mniej, pieniędzy jest więcej. Gdy skończą się nadwyżki przechodzimy do systemu coraz bardziej przewidywalnego w prawie popytu i podaży.

Podsumowując – bez nadwyżek produkcyjnych będzie realna inflacja!

Jakie by było optimum dodruku pieniądza?

Aby nie przegrzać gospodarki dodrukiem, ani nie zdławić jej deflacją należy utrzymać złoty środek. Złoty środek to mała inflacja. Po prostu na towary musi być ciągły zbyt. Gdy się pojawią nowe towary musi się pojawiać nowa gotówka, która zostanie wydana. Samo dodrukowanie nie powoduje inflacji, lecz wydanie tej gotówki. Dodruk tylko motywuje do jej wydania.

Należy utrzymać inflacje małą, lecz bez wchodzenia w jeszcze bardziej szkodliwą deflację. Trzeba pamiętać o bezrobociu, by również nie zeszło do 0%. Dobrze by było gdyby gospodarka dysponowała jakimś 1-2 % bezrobotnymi, dla ewentualnych nowych firm czy rotacji.

Bezrobocie również jest skorelowane z dodrukiem oraz prawem popytu i podaży.

Należy też pamiętać, by inflacja była wynikiem bardziej pod kątem opróżnienia półek i zmniejszenia wtedy stanów magazynowych niż realnego braku towaru. Nadprodukcja musi być, nie może zabraknąć dla kogoś towaru mimo, że ma pieniądze, aczkolwiek większość towarów musi być skonsumowana, najlepiej wszystko. Dąży to do złotego środka – tyle produkujemy pieniędzy jaka jest nasza możliwość produkcyjna i popytowa. Wtedy ta inflacja będzie tylko lekko podniesiona.

Program socjalny Rodzina 500 plus

Program 500+ wszedł w życie 1 kwietnia 2016 roku. Jego fikcyjnym założeniem było naprawienie demografii. Ten blef dobrze zadziałał na wyborców, zatem PiS wygrał. Skuteczność programu jest żadna. Ale jest to bardzo dobry sposób na wtłaczanie pieniędzy do gospodarki w łatwy sposób. Nie ważne kto te pieniądze otrzyma, ważne by luzować przepływy kapitałów pieniężnych, odblokowywać zatory płatnicze, zwiększać konsumpcje towarów, gdyż te towary na prawdę się marnują.

500+ spełnił swoją rolę w odejściu od niszczącej gospodarkę deflacji, nic więcej. Być może do tego służył, być może to przypadek. Fakt, że zwiększył się popyt wewnętrzny i nastąpił znaczący wzrost gospodarczy przyćmiewa błędne założenia programu.

Ile inflacji zrobiło 500+

Ciągle słyszymy o długoterminowych skutkach 500+, o zadłużeniu, o obniżaniu wartości waluty. Być może ten 500+ odbiłby się w postaci inflacji dopiero po paru latach, a nie od razu. Straszono nas tym, że będzie bezproduktywność i życie na socjalu, a przez to zwiększy się inflacja. Gospodarka miała tego nie przetrzymać. Wielu ekonomistów wypowiadało się na temat, że nie mamy takich pieniędzy, by pokryć koszty 500+. A czy wielu ekonomistów zastanawiało się nad tym, że przez czas 500+ zwiększy się konsumpcja i produkcja dzięki popytowi wewnętrznemu wywołanym właśnie luzowaniem monetarnym? A dzięki temu zwiększeniu już stać było na pokrycie 500+.

Pogramy socjalne a inflacja

Wcześniej gospodarka była silna, ale nie miała popytu, nie miała pieniędzy. 500+ dało te pieniądze czyli rozwiązało te problemy. Dopóki subwencje 500+ nie powodowały, że brakowało towaru, inflacja była minimalna. Dodatkowo przez zwiększenie produkcji i konsumpcji zatrudnienie wzrosło i PKB. Ceny podskoczyły niezauważalnie.

Ja sam byłem przeciwnikiem 500+, bo bałem się, że popyt przewyższy podaż i pojawi się inflacja. Ale podczas luzowania monetarnego nie wyczerpaliśmy wszystkich nadwyżek, więc do niej nie doszło. A przy okazji wyrównaliśmy potrzeby konsumenckie z produkcyjnymi. Gdyby było 1000+, prawdopodobnie przegrzalibyśmy gospodarkę i dużo ludzi by szło na bezrobotnego, utrzymującego dzieci. Do tego koszty by były tak wielkie, że zabrakłoby towaru. Brakujący towar = ogromna inflacja. Akurat zmieściliśmy się idealnie.

Mówi się o długoterminowych skutkach, ale trzeba wziąć pod uwagę, że w momencie poluzowania, bierzemy się do pracy, zwiększamy produkcje, a dzięki temu te długoterminowe inflacje mogą być niezauważalne. Więcej zarobimy, więcej ludzi zarabia, to co z tego, że jest jakaś inflacja, skoro w ogólnym rozrachunku wychodzi nam więcej?

Gdybyśmy nie oszczędzali i więcej wydawali, to czy potrzebne by było 500+?

Nie.

Gospodarka była zbyt zduszona. Potrzeba było programu, który poluzuje gospodarkę. Gdybyśmy wydawali pieniądze często zamiast oszczędzać to efekt byłby podobny jak program 500+. Mam tendencje do strachu przed inflacją, bo nie jesteśmy aż tak rozwinięci. Jest to słuszne myślenie, aczkolwiek trzeba mierzyć idealnie, a nie byle jak. Deflacja jest duszeniem i momenty gdy występowała deflacja można by było spokojnie zamienić na rozwój. Gdyby tak było, obecnie bylibyśmy bardziej rozwinięci i trochę mniej zaoszczędzonych pieniędzy byśmy mieli. Ale pieniądze nie służą do oszczędzania tylko do wydawania.

Szybkość pojawienia się inflacji po zdarzeniach proinflacyjnych

Istnieje pewne opóźnienie inflacji po wystąpieniu zdarzenia proinflacyjnym. Opóźnienie dobrze opisuje Austriacka Szkoła Ekonomii. Natomiast mówiąc wprost, to inflacja pojawi się w momencie, gdy ludzie dowiedzą się o problemie. Wtedy dla „bezpieczeństwa” podnoszą swoje ceny, może to powodować spadek sprzedaży. Jest bardzo różnorodnie. Mogą też zostać przy obecnej cenie i podnieść ją dopiero w momencie, gdy widzą, że ich półprodukty drożeją. Wtedy fizycznie są zmuszeni do cięć lub podwyższenia ceny. Zwiększenie sprzedaży też powoduje inflacje. W rezultacie jest bardzo wiele czynników, mniejszych i większych powodujących inflację. Przesunięcie jej w czasie po wywołaniu zjawisk proinflacyjnych jest również ciężko określane.

Pogramy socjalne a inflacja

Inflacji czas jest zależny od decyzji konsumenta. Jeżeli będzie oszczędzał, to firmy nie zauważą zwiększonego popytu. Wtedy inflacja jest przesunięta w czasie.

Jeżeli dojdzie do hiperinflacji wtedy każdy wie, że w niej się znajduje. Podnosi zatem ceny błyskawicznie. Zatracona jest struktura potrzeb konsumenta. Kupuje na szybko co jest pod ręką, a nie to jakie ma preferencje. Takie patologie występują podczas przeładowania gospodarki pieniędzmi z dużym bezrobociem.

Panika a inflacja

Człowiek w panice również powoduje inflacje, co może świadczyć obecne kupowanie ropy na stacjach paliw. Podaży ropy nie brakuje. Jest panika, że może brakować. Jeżeli może brakować to każdy chce szybko zapełnić, bo będzie inflacja. Każdy szybko kupuje na zapas powodując chwilową inflację. Jak się nasyci towarem, to widzi, że ten towar wcale nie ma niedoborów. Taka panika nie robi jakoś specjalnej inflacji jak rzeczywisty brak surowców. Choć chwilowo może to tak wyglądać z powodu niewyrabiania napełniania stacji paliw paliwem przy rzuceniu się klientów na paliwo. Taka inflacja generuje kolejną inflację. Lecz tego typu inflacje są raczej niegroźne. Groźna jest sama panika, zaburzenie dostaw paliwa, gdy ktoś na prawdę potrzebuje.

Inflacja zostałaby na długo, gdyby faktycznie nie było surowców. Wywołana paniką powinna po jakimś czasie się wyciszyć. Realny brak surowców, nie domniemany przez teorie spiskowe może powodować rzeczywiste mocne uderzenie w inflację.

Wpływ inflacji po 500+, Covidzie i wojnie?

W kwietniu 2016 powstał 500+. Mieliśmy wtedy deflację, która dusi gospodarkę. Po wprowadzeniu 500+ ludzie ruszyli na sklepy, popyt wzrósł. Ceny musiały zatem wzrosnąć z powodu dobrej sprzedaży. Inflacja doszła do 2%. Utrzymywała się tak aż do 2019 – 3%. Lutym 2020 doszło do 4,5% inflacji – jeszcze wtedy to mogło być wyłącznie 500+.
13 marca 2020 roku zostały wprowadzone pierwsze ograniczenia działalności gospodarczej.
Tarcza Covidowa 3.0 – maj 2020, 4.0 – czerwiec 2020. Tarcza 7.0 – styczeń 2021, 8.0 – luty 2021, 9.0 – kwiecień 2021, 10.0 – lipiec 2021. Półtora roku tarcz drenujących pieniądz i obostrzeń w firmach.

Spadek oczekiwany inflacji 2023 styczeń
Źródło: https://www.bankier.pl/gospodarka/wskazniki-makroekonomiczne/inflacja-rdr-pol

Jak widać po 500+ oraz podczas wprowadzenia ograniczeń gospodarczych w marcu inflacja doszła do 4,5% i spadła. Dalsze pompowanie gospodarki sztucznym pieniądzem nie wywoływało natychmiastowej inflacji. Gospodarka zanim się „dowiedziała” o problemie to jeszcze nie podnosiła cen. Bankrutujące firmy pobierające tarcze, nic nie dające dla gospodarki powodowały, że realne PKB malało. Dopóki było naprodukowane wcześniej produktów, to te utrzymywały się na półkach, jak firmy przestały produkować, ograniczona została logistyka, wtedy zaczęło to dotykać ludzi w coraz to większym stopniu. Jedna upadła firma, która miała powiązania handlowe z inną ciągnęła tę drugą również do bankructwa. W rezultacie w pewnym sensie, towaru ubywało, ale mieliśmy zapasy. Zapasy powoli zaczynały się wyczerpywać, bo produkcji nie było. Było pompowanie pieniędzy bez pokrycia w towarze.
Pompowanie pieniędzy trwało do momentu w którym w lipcu 2021r. inflacja dobiła do prawie 5%.

Inflacja w trakcie kryzysu

Widać na wykresie ogromny spadek PKB przy obostrzeniach w 2020r. i ogromna nadwyżka PKB w 2021r.
Bilans na rok 2020 i 2021 = -7,8 -1,0 – 1,8 + 0,2 + 12,2 + 6,5 + 8,5 = 16,8. Dzieląc to na 2 lata to jest 8,4 na rok 2020 i rok 2021, gdyby tak hipotetycznie wyrównać. PKB totalnie wyprzedza poprzednie lata, nawet mimo Covida i bankructw, które spowodowało zmniejszenie produkcji. Wcześniejsze lata oscylowały od max 8.1 do 0.2. Więc Covid nie zepsuł statystyk i mimo to nie było takiego rekordowego wzrostu!

Biorąc te informacje do razem mamy to, że w czerwcu 2021 mamy inflacje około 4,5%. Mamy też rekordowy wzrost PKB. Tarcze jeszcze działają. Gospodarka jest przepełniona pieniędzmi, ale też i towarem, który ponownie wytwarzamy z nawiązką po roku ograniczeń produkcji. Obostrzenia były połowiczne.

Czy 500+ powoduje dużą inflację?

Dlaczego inflacja wciąż rośnie? Jest to prawdopodobne odbicie cen po ciągłych tarczach bez pokrycia na początku. Późniejsze tarcze dawały pieniądze, ale produkcja ruszyła. Nie dzieje się to od razu, czasem ktoś wstrzymuje płatności, czasem są zupełnie niewiadome przyczyny, że kupuje coś później. Mogło też dojść do wielu momentów, gdzie zachwiana jest logistyka i dostawy. Mogło też gdzieniegdzie dojść do braku towarów, przez co cena rosła niebotycznie. Zatem zanim gospodarka nasyciła się na nowo towarami musiało trochę minąć i w tym momencie pojawiła się duża inflacja, aż do 9%. Można tutaj spekulować, że jeżeli inflacja z 9% już zaczynała spadać na początku lutego 2021, to znaczy, że wydajność gospodarki jest w stanie obniżyć inflację 9 procentową po dofinansowaniu z tarcz i 500+.
Żeby to było niemożliwe to musieliby ludzie oszczędzać zbierając 500+ i nic nie kupować dłuższy czas. A potem, gdy ekonomiści zakładaliby, że gospodarkę stać na podniesienie inflacji i powstałaby jakaś kolejna subwencja, tarcza czy cokolwiek. Po tej lekkiej inflacji ludzie którzy oszczędzali z 500+ mogliby by zrobić run na sklepy i wypompować gospodarkę z towaru. Wtedy można by było powiedzieć, że inflacja by była bardzo duża. Ale raczej nikt aż tak długo nie trzyma pieniędzy, żeby potem z impetem wydać. Dlatego raczej długoterminowych skutków 500+ aż takich nie powinno być.

Po czerwcu inflacja już rośnie, aż do lutego. W lutym próbuje spaść, wydaje się sytuacja opanowana. Ale później mamy wojnę.

Jak widać Polska po Covidzie dogoniła o dziwo zakładany trend. Dopiero sytuacja paniki nad wojną spowodowała kolejną zapaść PKB.

Podsumowanie

Jeżeli tu dotarłeś/aś, to gratuluję. Zapewne interesujesz się ekonomią. Skontaktuj się ze mną, a może porozmawiamy o jakiejś współpracy na tle tego co tworzę. Jeżeli masz pewne ciekawe nowinki ze świata ekonomii, to zawsze warto się wymienić. Mogę też współpracować biznesowo, wykonać mailing reklamowy czy ew. pozycjonowanie Twojej strony www.

Brak komentarzy

To comment you need to be logged in!

Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Seraphinite AcceleratorOptimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.