Co wpływa na świat, na nasze decyzje, psychologie, podejście do wielu rzeczy?

Na to jedno pytanie mogę odpowiedzieć wielorako... Otóż na ludzi ma wpływ praktycznie wszystko, gdyż wszystko jest w jakiś sposób zazębione. Prawidłową odpowiedzią jest, że na ludzi wpływa ekonomia, a ściślej gospodarowanie czy też posiadanie surowców. Tak samo można powiedzieć, że religią, która ma wpływ na rozwój psychologiczny. Równie dobrze, można powiedzieć trendy albo polityka, lub chociażby zachowanie niekontrolowane sąsiada czy wypadek na drodze. Słowem - absolutnie wszystko.

Nie będę się skupiał na wszystkim z oczywistych powodów. Ciekawi mnie fragment wszystkiego - ekonomia, psychologia, geny. Jak ekonomia wpływa na nasze postrzeganie rzeczywistości? Otóż mieliśmy w Polsce okres zaborów oraz różnego rodzaju klęsk. Nie pozostawia to nas bez echa. Być może wpłynęło to na kulturę czy być może w pewnym stopniu na strachliwość Polaków. Być może ten przypadek strachu spowodował, że przetrwaliśmy, bo nie ufaliśmy podczas wojen itp. Otwarci ludzie w zdarzeniu o poprzednimi wydarzeniami widocznie nie przeżywali, a przeżyli najbardziej nieufni. Przedłużyli gatunek chowając się. Ich dzieci nie są otwarci, bo mają gen chowania się niż gen do walki. Prawdopodobnie większość odważnych podczas wojny zginęło nie przekładając swojego genu dalej. Zauważam duża korelację kulturowo genetyczną właśnie z tego powodu, gdyż każdy zna stereotypy o Polakach - że złodzieje, że nieufni, że boją się że Niemiec przyjdzie i wykupi itd. Nie kwestionuję tego ile w tym prawdy jest, ale logicznym się wydaje, że zaburza to proporcję genów odpowiedzialnych za strach do genów odpowiedzialnych za odwagę czy walkę. Można by sprawdzić czy w innych krajach gdzie wojen nie było to czy też ewolucyjnie istnieje takie zjawisko powszechnego strachu czy nieufności jak w Polsce. Nikt nie zgadnie ile jest w tym genów, a ile doświadczeń i przekonań kulturowych, ale skoro stereotypy są to musi być coś na rzeczy!

Genetyka powojenna omówiona, a teraz wracając do psychologii. W Polsce była komuna. Trzeba wziąć pod uwagę, że komuna nastała w chwiejnych czasach, gdzie jeszcze ludzie pamiętali wojny, a więc na pewno ten stres miał wpływ również na podejście do komuny jako coś co być może uwolnić ludzi od stresu. Wiadomo, że stres w jakimś stopniu na wojnie jest wskazany. A jak naród jest zestresowany to jest podatny na czynnik, taki jak zapewnienie bezpieczeństwa. Komuna świetnie się wpasowuje w czynnik bezpieczeństwa. Dlaczego? Bo ideą komuny była równość, porządek czy właśnie poczucie bezpieczeństwa w zakresie socjalnym. Każdy miał pewną pracę, propaganda pokazywała w TV jak rozwija się polska przedsiębiorczość. Nie było Internetu, więc nikt za specjalnie nie mógł weryfikować prawdomówności mediów. Ludzie widząc, że kraj ma super ustrój w którym nie trzeba się BAĆ braku pracy, kraj się rozwija, ludzie dostają pewne przywileje mogli łatwiej polecieć na wiarygodność tego systemu. Ten powojenny strach był dodatkowym atutem, by wzmocnić wewnętrzną propagandę słuszności ustroju. Więc nie ma co się dziwić, że większość Polaków woła hasłem:

"za komuny było lepiej!".

Z ekonomicznego punktu widzenia, straty w Polsce były znaczne, a dodatkowo nie mieliśmy po II wojnie dobrego ustroju. Ciężko było nam gromadzić kapitał z wielu zbyt szczegółowych powodów. Więc po wprowadzeniu kapitalizmu w Polsce, pomimo najszybszego rozwoju w całej Europie nie mieliśmy kapitału, by konkurować z zagranicą. Nie trudną praktyką było przejęcie przez inwestora niemieckiego jakiejś Polskiej fabryki i zamknięcie jej w celach sabotażowych. Kapitał Polski choćby był odrobinę mniejszy to ma znaczną stratę konkurując z większym kapitałem zagranicznym. Mogliśmy jedynie uzupełnić niszę tam, gdzie Niemiec nie chciał pracować - ciężkie prace, rolnictwo, górnictwo itp. Staliśmy się tanią siłą roboczą z tych właśnie względów. Niemiec wolał stworzyć zautomatyzowaną maszynę w fabryce, która powodowała obniżenie cen na wolnym rynku, a my nadal się kłóciliśmy nieświadomie o to, że za komuny było lepiej, bo czy się stoi czy się leży.... Nasza praca była bardzo niezautomatyzowana i praca niemieckich inwestorów powoli wygryzała nas z rynku. Nasza mało wydajny rozwój nie mógł konkurować z rozwojem Niemieckim z jednego powodu - kapitału. Niemiec rósł robił 4 kroki do przodu gdy my robiliśmy 1. Nie jest to do naprawienia! Jedynie co możemy oferować to tanią siłę roboczą. Nakłady na technologię czy szkolnictwo jest w Niemczech znacznie większe, bardziej dopracowane rynkowo. U nas się postawiło wiele uczelni wyższych, które są nijak powiązane z prawdziwym rynkiem. Już lepiej by było gdyby ich wcale nie było to ludzie nie marnowali by czasu na nie a zajęli by się pomnażaniem dobrobytu! To nas dodatkowo zmusza do hamowania gospodarczego.

Co oznaczają nadwyżki produkcyjne? Jest to zmiana podejścia myślenia ludzi z systemu braku towarów - bierz co popadnie, bo zaraz ktoś to sprzątnie sprzed nosa, na system konsumencki w którym wybieramy towar wedle uznania, ceny, jakości itp. Ludzie żyjący w komunie mają wiele nawyków z tamtych czasów. Wiele złych nawyków jak i wiele dobrych takie jak oszczędność towarów. Każda nadwyżka produkcyjna po zaspokojeniu głodu powinna przeistoczyć się w poszukiwanie marketingowe nowych klientów. Przesada powoduję częstokroć marketing agresywny, jakże niewskazany w nowoczesnym marketingu. Tu dochodzimy do pewnego etapu czy inwestować usilnie w dalszą reklamę produktu czy zostawić tak jak jest, czy sprzedać firmę. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że rynek jest skończony. Pewne rzeczy tak jak sprzedawanie na cały świat, może być problemowe, więc czasem można żyć wiele bardziej spokojnie bez dodatkowego stresu gdy się tego nie robi. Zależy od ambicji i chęci spokoju. Nadwyżki produkcyjne zamieniają sposób myślenia ze sposobu stresu i walki o towar na sposób swobody i wręcz marnotrawstwa towarów. Tu przydatna jest elastyczność myślenia. Często Polacy myślą w starym systemie, że mają mało produktów i całe działanie swe opierają o to. Nie aktualizują swojej wiedzy, często np. rolnicy hodują 2 świnie, na zapas, bo może coś się stanie na czarną chwilę. A to ekonomicznie nie ma sensu. Lepiej to pomieszczenie wykorzystać w bardziej produktywny sposób. Odpowiedz jest taka: Zmienia się jakikolwiek stan towaru na rynku z jego niedostatku w naddatek to od razu zmień swoje myślenie i dostosuj się! Być może to już powolny sygnał, by się poddać i zamykać firmę lub podniesienie jakości usług, obniżenie cen czy szukanie nowych rynków zbytu. Ogólnie przy tym "przejściu" marketing jest nieodzowny.

No dobrze, a jeżeli chodzi o sferę rodzinną to jaki to ma wpływ? Dużo jest ludzi przesączonych ideałami socjalizmu. Każdy prawie z nich wierzy w ZUS i że państwo jest po to by pomagać we wszelkich sferach życia, a my mamy się doń dostosować. Jeżeli ktoś wychował się w tym systemie, który uznawał za słuszny to ciężko mu po latach zmienić zdanie. Zwłaszcza, że Polacy są często uparci i dodatkowo mają swoje sztampowe myślenie. Więc nasi rodzice, dziadkowie i inni uparci w dobrobycie dawnego systemu nadal są posłuszni i podatni na pro socjalne wezwania polityczne. Ciężko, a wręcz czasem niemożliwa jest walka z takimi postawami, a przecież mamy demokrację. Żeby było dobrze to trzeba wybierać polityków mądrze, a nie wspierać system, który nie pomnaża dobrobytu. Młodzi ludzie są mają często ucinane skrzydła przez własnych rodziców. Rodzice chcą dla dzieci jak najlepiej, aczkolwiek nie wszystkiego są świadomi. Przekazują im swoją wiarę w pewne poglądy, częstokroć narzucając im je. Religia czy podejście do systemu emerytalnego to w Polsce standard. Młody człowiek ucząc się, zdobywając wiedzę na temat systemów, próbując korzystać z życia, próbować tworzyć biznesy jest ściągany na dół przez własnych rodziców! Czy może być coś bardziej tragicznego? Jeżeli to by się działo w rodzinach patologicznych to pal licho, aczkolwiek w której rodzinie rodzice powiedzą dziecku, żeby nie liczyć na etat czy państwową posadę tylko by zakładał własną działalność gospodarczą? Wątpię czy znajdzie się tego wiele. A to jest podstawą rozwoju gospodarczego. Nie molochy państwowe tylko przedsiębiorca starający się na wolnym rynku, obniżający ceny i podnoszący jakość usług. Państwowe firmy tego nie robią, bo nikt nie ma znaczących premii ze zwiększenia obrotów w firmie. A jak ma to i tak mu nie zależy, bo po co się starać skoro pensję ma zapewnioną? To trudne, ale mimo więzów krwi uczmy się myśleć sami wyłączając w to osoby skażone czasami "leczenia stresu systemem".


Avatar - separacja myśli?

Kontakt ze mną

 

Jestem na Google+ G+ Facebook FB

 

Piotr Omelańczuk

Piotr Omelańczuk

Marketing Omel

Adres:ul. Dworska 6, woj. Lubelskie 21-530 Piszczac

Telefon:+48 503 546 025

e-mail:piotr.omelanczuk1986@gmail

Moja strona startowa: